wtorek, 30 czerwca 2009

Moje podróże: Kolumbia/....Brazylia cz. 2



Po dwóch dniach wizyty w stolicy Kolumbii udałem się samolotem na południowy wschód. Wylądowaliśmy w miejscowości Leticia.... Miasto z książek Arkadego Fiedlera które opisywał...
Nie spieszyło mi się nigdzie, więc poczekałem kilka zwiedzając "miasto", gdzie czuło się klimat czychającej za ostatnim domem Amazonii. Słowo "domem" to lekka przesada. Co prawda w samej Leticii jest jakaś tam lądowa architektura, ale prawdziwe życie jest na domkach "pływających" nad brzegiem. Domki te ułożone są na podeście z czciny i błota dzięki temu nie toną. Czasem obejście pełni rolę ogródka ważywnego.
W miasteczku znalazłem grupę amerykanów, która podobnie jak ja chciała zapuścić się w dzicz. Zgadalismy się i postanowiliśmy udać się rzeką do Brazylii.

Moje podróże: Kolumbia cz. 1




O Kolumbii czytałem wielokrotnie w książkach. Wiedziałem o niej tyle, że to kraj niebezpieczny, rośnie tam las tropikalny...

W 2002 roku, 14 listopada wyruszyłem samolotem do Bogoty, załatwiwszy wcześniej wizę. Z wizą było dużo kłopotu i załatwiania, ale o tym opowiem w mojej książce która MOŻE w przyszłym roku będzie wydana, bo na razie czuje, że nie jest wystarczająco dobra.

Po wyjściu z lotniska poczułem żar lejący się z nieba sięgający blisko 40 stopni. Wsiadłem do taksówki i udałem się do centrum osłoniętej górami stolicy Kolumbii.

Po kilkugodzinnej wizycie w ambasadzie wiedziałem już mniej więcej gdzie się zatrzymać.
Przybywszy do hotelu rozpakowałem rzeczy i udałem się na zakupy oraz na zwiedzanie miasta.
Zwiedziłem kilka kościołów w swoistej starówce miasta, pośród europejskich, nowoczesnych budynków nowych dzielnic stolicy Kolumbii.

Wieczorem schroniwszy się przed wieczornymi niebezpieczeństwami, taniej, trochę groźnej dzielnicy siedziałem w hotelu i obmyślałem dalszy przebieg, a dokładniej początek wyprawy.

niedziela, 28 czerwca 2009

"Napis po angielsku:
W tym kraju nie ma miejsca dla dwóch królowych... - Madonna

Z plakatu wycięto zdjęcie artystki w wyzywającej pozie.

Madonna znaczy to samo, co Notre Dame, Our Lady czy Nasza Pani czyli Matka Boża. Znaczy to samo, co Częstochowska Pani - Czarna Madonna!!! Oznacza bardzo konkretną osobę, która jest Matką naszego Zbawiciela i naszą własną. Która jest Królową Nieba i Ziemi.

Reakcja na bluźnienie tej Matce i Królowej, przewrotne przydawanie sobie jej miana może być tylko jedna: SPRZECIW!!!
Koncert w Polsce tej, która śmie się nazywać tak, jak my nazywamy naszą niebiańską Matkę, odbędzie się już za niecałe 60 dni!

POŚLIJ DALEJ TĘ INFORMACJĘ !!!

Niech każdy, na ile potrafi, uczyni coś w kierunku odwołania tego potwornego przedsięwzięcia - a przynajmniej niech nie zapomni o modlitwie za bluźniącą gwiazdę, organizatorów i tych, co chcą wziąć udział w jej występie.

Czas ucieka...

*****************************************************

Nie chodzi mi o to że ten koncert BĘDZIE, natomiast przeszkadza mi jego prowokacyjny termin.

Istnieją rzeczy cenne, istnieją wartości, istnieje jakieś nasze JA. Ono
się ujawnia na meczach za pomocą biało czerwonych szlików, ujawnia się w rocznicę śmierci Jana Pawła II za pomocą zniczy na Jego ulicach, ujawnia obchodami w rocznicę Solidarności. Z powodu tego JA nawet osoby niereligijne czują, że Matka Boska Królowa Polski jest symbolicznie istotna i powinna być uszanowana. Przynajmniej jako symbol wspólnotowy Polaków. Przynajmniej na tyle, na ile szanujemy orła, flagę i Mickiewicza. Nie podobałoby nam się oglądać zespołu The Eagles w gaciach z orłem w koronie, prawda? Podobnie nie podoba mi się urządzanie koncertu Madonny w terminie maryjnego święta. To... niegrzeczne wobec Polaki; aroganckie. To... zaczepka, agresja."

WC


Nic dodać, nic ująć...

sobota, 27 czerwca 2009

Michael Jackson - jednego pedolifa mniej (?)

Nie zważając na dorobek twórczy ŚP. Jacksona, który był artystą jak najbardziej światowego formatu - słusznie mógł posługiwać się tytułem Króla Popu - to i tak będzie ciążyć na nim łatka pedofila, czyli zboczeńca, i człowieka niezrównoważonego psychicznie. Jackson będzie zawsze kojarzony z ludźmi o dość kontrowersyjnym sposobie bycia - typu Madonna - czyli ludzi, bądź co bądź ociekających wulgarnością.
ŚP. Michael J. jest (klasycznym) przykładem showmana, któremu sława i pieniądze do cna pomieszały w głowie. Nie muszę tu chyba przypominać o kilkudziesięciu operacjach plastycznych, o aferze z dzieckiem w oknie....
Był on także wzorem dla młodych ludzi, i mógł, i najprawdopodobniej odbił negatywne piętno na ich duszy.

Z drugiej jednak strony pokolenia chowające sie na muzyce MJ, kultowe piosenki i rzesze fanów były dla czegoś i po coś.
Był gwiazdą i piosenkarzem najwspanialszym w swej dziedzinie, i za to mu cześć.

Niech Bóg zlituje się nad jego duszą jeśli taka jego wola, będąc jednak SPRAWIEDLIWYM w osądzie

czwartek, 25 czerwca 2009

Yerba Mate

Od kilku lat pijam Yerba Mate. Piję bo lubię. Ale na początku nie bardzo mi podchodziła. Jednak po jakimś miesiącu przyzwyczajania się do niej w końcu stała się dla mnie neutralna. Teraz nie mogę bez niej żyć. Każdy dzień zaczynam od opróżnienia wczorajszego suszu z Palo Santo i nasypania nowej porcji Mate. Tak to robię...

http://www.youtube.com/watch?v=_B3z3jviEQY

Nie warto jednak przejmować się oceną pod filmem. Wchodzę bowiem w spory natury katolickiej zamieszczając trochę tanie i tandetne, ale jednak DOGŁĘBNE filmy o tematyce lekko homofobicznej...

środa, 24 czerwca 2009

Wojciech Cejrowski - Boso przez świat

Od prawie roku na rynku dostępne są płyty "Boso przez świat". Kolekcja przedstawia - jak pewnie większość z moich czytelników wie, chodź może nie wszyscy - zamieszczone w kolejnych płytach, odcinki z kolejnych wyjazdów WC, które odbywał w ramach programu BPŚ. Chodź na płytach nie mamy więcej do oglądania niż w TV - zamieszczone na płycie odcinki były emitowane w tvp - to i tak płyty warto mieć. Chodź dlatego, że sam myślałem że obejrzałem wszystko, to jednak się myliłem, bo przecież czasem jest coś ważniejszego niż BOSO, czasem się zaśpi, albo wyemitują niespodziewanie w jakieś święto.
Dotychczas wydano pięć płyt:
- Meksyk
- Afryka Zachodnia (Senegal, Gambia i Wyspy Zielonego Przylądka (Cabo Verde))
- Ekwador
- Hiszpania i Portugalia
- Pustynia (czyli wymieszane odcinki z Namibii i Tunezji nawiązujące do pustyni)

"Ziemska ojczyzna Jezusa."

Właśnie skończyłem czytać książkę Jego Ekscelencji Najdostojniejszego Biskupa Piotra Skuchy pt. Ziemska ojczyzna Jezusa.
Po książkę nie sięgnąłem do końca dlatego, że jakoś szczególnie fascynuje mnie ta część ziemi, ale dlatego, że miałem okazję wielokrotnie słuchać homilii autora książki, który jest biskupem pomocniczym mojej diecezji.
Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że pochłonąłem jej blisko 300 stron w kilka godzin. Nie spodziewałem się takiej wspaniałej formy, zrozumiałej chyba dla wszystkich mimo, że napisanej przez doktora biblii.
Książkę trudno zdobyć, ale jest stosunkowo tania jak na unikat - kilka, kilkanaście złotych. Można zakupić przez allegro :)))

wtorek, 23 czerwca 2009

Polski koliber



Kilka dni temu, gdy jeszcze było w miarę ciepło siedziałem sobie w ogrodzie, popijałem Yerba Mate i pisałem na komputerze. Na stole miałem donice z kwiatami - różne, różniaste pięknie kwitnące w różnych kolorach.
Wtem zobaczyłem... kolibra. Wielokrotnie widziałem te ptaki w Ameryce Łacińskiej, ale tylko tam. Moje zdziwienie nie miało granic. Siedziałem więc i wpatrzony podziwiałem jak przez "trąbkę" wysysa nektar z kwiatów, i nieprzeciętnie szybko trzepoce swymi skrzydełkami.
W tej chwili zorientowałem się, że trzeba go uwiecznić. Pobiegłem po aparat. Jak wróciłem... już go nie było.

Nie wiedziałem co o tym myśleć. Dzięki Bogu jest Internet. Wstukałem w google polski koliber i jest... "futrzak gołąbek" z tym że mój koliber jest ćmą latającą w dzień :))) Niesamowite zwierze... muszę go kiedyś złapać i pięknie ozdobi moją ścianę :)))

Noc świętojańska.


Dzisiaj najkrótsza noc w roku. Przesilenie letnie i noc świętojańska. Od jutra każda noc coraz to dłuższa i małymi kroczkami będziemy zbliżać się do ZIMY. Według starych legend to dzisiaj z wód wychodzą potwory i można się bezpiecznie kąpać. Chodź zabobonny nie jestem, to dzisiaj wraz ze znajomymi postanowiliśmy pobawić się trochę przy pobliskim jeziorze. Będziemy palić ognisko i imitować obyczaje starosłowiańskie, lecz w formie indiańskiej. O ile tylko nasza piękna pogoda będzie łaskawa dopisać, na co nie do końca się zanosi...

Wakacje zasłużone


NIBY zaczęło się lato, NIBY wakacje, koniec roku szkolnego a tu w Polsce jak na razie... jesień. Od lat nie siedzę w czasie wakacji w Polsce - zawsze wyjeżdżam za granicę. Ceny nad Bałtykiem są podobne jak np w hiszpańskich kurortach - to jak ktoś lubi siedzieć na plaży. Pogoda na pewno dopisze, z tym, że trzeba być w miarę odpornym na upały. Np w Hiszpanii w lipcu jest cieplej niż o tej samej porze roku w Meksyku. Jeśli ktoś chce spędzić wakacje w Europie to... mówiąc szczerze... nie polecam wszystko drogie, z tym że bilet na samolot tani - w granicach 500 zł spokojnie... - dokładnie się nie orientuję.
Za oceanem jest odwrotnie - bilet do Meksyku drogi, ale za to wszystko pozostałe tanie jak barszcz.

Ja w tym roku wybieram Meksyk. Niby nic nowego, bo do Meksyku w ostatnich dwóch latach latałem kilka razy ze względu na to, że mam tam interesy, ale tym razem będę zwiedzał pełną gębą, jak przed kilku laty, gdy zaczynałem podróżować.
Plan mojego wyjazdu zaczerpnąłem po trosze z oferty pana Wojciecha Cejrowskiego. Na razie by nie zapeszyć nie podzielę się dokładnie planem wyjazdu. Ostatnio powiedziałem i nie wyszło :)))

O mnie...


Hmmm... mam na imię Jakub. Zakładałem już wiele blogów ale za każdym razem wymiękałem zbyt wcześnie i przestawałem pisać.
Jestem z Sosnowca, ale sporą część roku spędzam poza nim podróżując po świecie - najczęściej jest to Ameryka Południowa. Podróżuję zafascynowany Wojciechem Cejrowskim, który jest mi trochę autorytetem, i chodź mam trzydzieche na karku dalej bawię się jak dziecko śledząc jego "rejs przez życie" czytając książki i oglądając filmy. Do Meksyku jeżdżę najczęściej. Tam współprowadzę ze znajomymi firmę. Tam też mam mieszkanie, i spędzam wesołe chwile w moim życiu.
Co do podróży... od kilku lat przynajmniej dwa razy do roku, nie biorąc pod uwagę wyjazdów do Meksyku muszę gdzieś wyjechać. Jak łatwo się domyślić moim ukochanym kontynentem jest Ameryka Południowa :)))