
O Kolumbii czytałem wielokrotnie w książkach. Wiedziałem o niej tyle, że to kraj niebezpieczny, rośnie tam las tropikalny...
W 2002 roku, 14 listopada wyruszyłem samolotem do Bogoty, załatwiwszy wcześniej wizę. Z wizą było dużo kłopotu i załatwiania, ale o tym opowiem w mojej książce która MOŻE w przyszłym roku będzie wydana, bo na razie czuje, że nie jest wystarczająco dobra.
Po wyjściu z lotniska poczułem żar lejący się z nieba sięgający blisko 40 stopni. Wsiadłem do taksówki i udałem się do centrum osłoniętej górami stolicy Kolumbii.
Po kilkugodzinnej wizycie w ambasadzie wiedziałem już mniej więcej gdzie się zatrzymać.
Przybywszy do hotelu rozpakowałem rzeczy i udałem się na zakupy oraz na zwiedzanie miasta.
Zwiedziłem kilka kościołów w swoistej starówce miasta, pośród europejskich, nowoczesnych budynków nowych dzielnic stolicy Kolumbii.
Wieczorem schroniwszy się przed wieczornymi niebezpieczeństwami, taniej, trochę groźnej dzielnicy siedziałem w hotelu i obmyślałem dalszy przebieg, a dokładniej początek wyprawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz